Jak to jest kiedy umiera dziecko?
To jest jak czarna dziura. Zasysa wszystkie myśli, marzenia, pragnienia. Zamienia je w nicość.
Czułam się wtedy jak drzewo w które uderzył piorun. Wszyscy znają ten przydrożny widok; zewnętrznie, nawet nie najgorzej, a w środku wypalona pustka.
Myślałam, że nigdy nie będę już szczęśliwa, że szczęście po takiej tragedii to zdrada mojego dziecka, że jedyne co po nim zostało to moje cierpienie. Nie chciałam więc przestać cierpieć, żeby nie zerwać tej ostatniej nitki która, łączyła mnie z moją córką.
Dziś, kiedy za chwilę miną trzy lata, a w pokoju obok śpi mój maleńki synek z wielkimi mądrymi oczami, wiem, że to co mnie łączy z moją córeczką to miłość, która już tak nie boli. Mały nie zapełnił pustki po miniaturowej dziewczynce, za którą zawsze już będę tęsknić, ale nadał mojemu życiu inny wymiar. Zapełnił dni i dał nadzieję przyszłości.
Macierzyństwo po stracie dziecka jest inne bo całe życie jest inne. Nie jestem już tą samą kobietą, która wiedziała o nieszczęściach, ale wierzyła, że ona ma na nie impregnat. Rodzaj nieprzepuszczającego skafandra.
Dziś wiem, że najgorsze rzeczy uderzają w jednej chwili, że zwykły codzienny całus może być tym ostatnim. Wiem, że są rzeczy po stokroć ważniejsze od kłopotów finansowych, obtłuczonego samochodu, czy porwanych spodni. Dotknęłam ostatecznego, a po tym nic już nie jest takie samo. Przekonałam się kto jest prawdziwym przyjacielem, na kogo mogę liczyć. Kto pomimo własnego strachu przyjechał, usiadł, zadzwonił, po prostu był we mną w tych najtrudniejszych chwilach.
Nie znoszę kiedy ludzie, którzy uważają, że istnieją łatwe rozwiązania mówią mi, że teraz już będzie dobrze. Bo co to znaczy dobrze. A jeśli nawet dobrze to constans, to przecież ciągle mam kontakt z tymi, którym los co chwila funduje tragedię.
Kiedy trzymam na kolanach mojego kręcącego się synka, to do łez wzrusza mnie to kipiące życie. Życie, to słowo nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia.
Arletapaździernik 2010