Historia rodziców Zosi i Antosia
Kiedy go zobaczyliśmy, wyglądał jak normalne dziecko, tylko że maleńkie...
W listopadzie napisała do nas Mama Antosia prosząc o pomoc przy formalnościach związanych z uzyskaniem urlopu macierzyńskiego. Antek zmarł w 19. tygodniu ciąży.
Właściwie nie wiem od czego zacząć, więc może od końca. Mam urlop macierzyński, 8 tygodni. Nie spodziewałam się, że tak łatwo przyjdzie mi go uzyskać. Po historiach rodziców walczących o prawo do pochwania dziecka, które przeczytałam na PORONIENIU, byłam przekonana, że trzeba będzie stoczyć walkę ze szpitalem, z zakładem pracy, z ZUSem...
Myślę, że to co robicie Wy - dziewczyny z PORONIENIA i DLACZEGO przynosi efekty. Szpitale zaczynają inaczej patrzeć na nasze tragedie. Miałam ogromne szczęście w nieszczęściu trafić do chyba dobrego (pod względem podejścia do takich spraw) szpitala, a mianowicie na Inflancką w Warszawie. Wszyscy (no może prawie wszyscy), z którymi się tam zetknęłam, okazali dużo serca, nawet panie w windykacji. Szczęściem było też trafienie na dyżur akurat tego lekarza.
Na początku był oficjalny i rzeczowy. Używał sformuowań "płód", "zagrażające poronienie". Po wszystkim zamienił te słowa na "dziecko" i "strata". Niby nic a jednak różnica szalona, prawda? Ta jego ewolucja trwała kilka godzin (tyle ile moja walka o życie Antosia), ale była ewidentna.
Kiedy było już wiadomo, że nie ma szans na zatrzymanie porodu i uratowanie Antka, spytaliśmy co się dzieje z takimi dziećmi poźniej. Powiedział, że na wniosek rodziców szpital może wydać ciało dziecka, ale on by radził nie przesadzać (nie zabrzmiało to źle). Przyjęliśmy to, nie chcieliśmy przesadzać. Po porodzie i zabiegu chcieliśmy zobaczyć naszego synka. Ten punkt doktor przygotował perfekcyjnie. Mój mąż widział synka wcześniej, w słoiku, razem z łożyskiem, we krwi. Był przerażony tym widokiem i bał się, że teraz pokażą nam właśnie ten słoik. Teraz poproszono nas do sali zabiegowej, ciałko naszego dziecka było wyjęte ze słoika i leżało w takim naczyniu na narzędzia, waciki. Kiedy zobaczyliśmy Antosia, każde z nas z osobna postanowiło, że nie zostawimy go w szpitalu. Formalności związane z zabraniem ciałka załatwialiśmy w ostatnim dniu (w ciągu trzech dni od porodu należy zarejestrować dziecko martwo urodzone w USC, a to z kolei jest niezbędne do załatwienia wszystkich formalności podrzebowych). Nikt w szpitalu nie dał nam to zrozumienia, że przesadzamy, nasz doktor też.
A ten słoik... Ciałko Antka musiało być zbadane, łożysko, pępowina też (zresztą gdyby ktoś dał nam wybór: badać czy nie, to badać), wszystko to było razem, dlatego w słoiku... Dobrze, że go wyjęli...Chyba nie chciałabym, żeby było owinięte albo ubrane, chciałam go zobaczyć całego... Bardzo żałuję, że go nie potrzymałam, nie dotknęłam, ale wtedy nie przyszło mi to do głowy, zresztą od porodu do chwili, kiedy go zobaczyliśmy minęło parę godzin...
Trudno jest mi przytoczyć argumenty za odebraniem Antka ze szpitala... Po
prostu kiedy go zobaczyliśmy, wyglądał jak normalne dziecko, tyle że
maleńkie... Nasze dziecko.
Gdybyśmy go nie zobaczyli, pewnie nie byłoby myśli o zabraniu jego ciałka.
Gdyby ciałka takich maluszków były traktowane przez szpitale z szacunkiem
czyli np. osobno a nie z innymi szczątkami ludzkimi (czyli z pozostałościami
po operacjach) spalane i grzebane lub rozsypywane w konkretnych miejscach
przeznaczonych tylko dla tych dzieci, pewnie nie byłoby naszej decyzji.
Co do pytania czy nikt nie dał nam odczuć, że przesadzamy chcąc pochować Antka, nie, nikt, na razie. Nie mieliśmy klasycznego pogrzebu, z księdzem - jesteśmy niewierzący. Możliwe, że zdania dalszej rodziny, znajomych będą podzielone, na razie rozmawialiśmy o tym tylko z najbliższą rodziną. Nasze mamy zgodziły się na umieszczenie tabliczek z imionami obojga naszych dzieci na grobach naszych ojców (obydwaj już nie żyją). Myslę, że dla dalszej rodziny będzie to przesada (zwłaszcza jeśli chodzi o Zosię, bo Zosia była "tylko" 11 tygodniową ciążą), ale to już ich problem.
Jeszcze jedno: na początku leżałam na patologii ciąży, z dwiema dziewczynami w ciąży. Po zabiegu, na prośbę mojego męża, przeniesiono mnie na ginekologię. I tu też doktor przyznał rację mężowi, że tak będzie lepiej, wydawało się, że sam by o tym nie pomyślał, ale jest wdzięczny za wskazówki. Myślę, że zawsze do szpitala warto zabrać kogoś bliskiego - męża, mamę, siostrę. Kogoś, kto będzie się o nas troszczył i "otwierał oczy" personelowi. Bo oni czasem nie mają złych intencji a mimo to nas ranią niewłaściwym słowem, nietrafionym pocieszeniem.
Dokumenty, których wymaga USC, aby wydać akt urodzenia:
- zaświadczenie szpitala o martwym urodzeniu dziecka (z dokładnymi danymi jak tydzień ciązy, w którym dziecko się urodziło, płeć, waga itd),
- akt małżeństwa,
- dowody osobiste rodziców,
- znaczek skarbowy za 5 zł.
Dokumenty potrzebne w zakładzie pogrzebowym (bo wszystkie formalności związane z odebraniem ciałka, transportem, pogrzebem musi załatwiać zakład pogrzebowy.Są podobno jakieś przepisy mówiące o tym, że nie można przewozić zwłok samochodem prywatnym. My chcieliśmy sami odebrać ciałko, nie dało się.):
- akt urodzenia (w naszym przypadku tylko to, ale gdy dziecko żyło nawet chwilkę to jeszcze akt zgonu).
Dokumenty potrzebne w pracy czyli do uzyskania urlopu macierzyńskiego:
- zaświadczenie lekarskie ze szpitala o martwym urodzeniu dziecka (na innym druku niż do USC) z datą porodu,
- akt urodzenia,
- ja napisałam podanie o urlop z powołaniem się na Kodeks Pracy.
W ZUSie jeszcze nic nie załatwialiśmy, ale z tego co wiemy wymagają:
- aktu urodzenia (jw, jeśli dziecko żyło to także akt zgonu),
- faktury z zakładu pogrzebowego.