Wyzwanie
Po książkę sięgnęłam z pewnym niedowierzaniem, że znajdę w niej coś dla siebie. Ot, kolejna historia, takich jakich na forum wiele, tylko że w większej ilościowo dawce tekstu. A jednak od pierwszej do ostatniej strony czytałam ją ze ściśniętym gardłem i niejednokrotnie musiałam ratować się pudełkiem chusteczek. I nie wiem, jak to autorka książki zrobiła, ale prawie każde opisywane wydarzenie konfrontowałam z własnymi przeżyciami.
W tej książce nie znajdziemy informacji o wymodlonym cudzie - choć dużo jest tu odniesień do wiary w Jezusa Chrystusa. Po prostu cud, ten w ludzkim rozumieniu, się nie zdarzył. Zdarzył się inny - choć trzeba przebić się przez to pierwsze rozumienie i oczekiwanie, czym jest cud, gdy dowiadujemy się, że 'coś nie tak jest z tą ciążą'. W czasie kontrolnego USG rodzice małej dziewczynki dowiadują się, że dziecko ma letalną wadę. Historia ta jest spisana na podstawie własnych doświadczeń autrki, mieszkającej w Wielkiej Brytani. Zgodnie z obowiązującym prawem rodzice mogą przy takiej diagnozie dokonać aborcji do 38. tygodnia ciąży. I sprawa niejako wydaje się 'oczywista'. A jednak... Mimo nacisków i niezrozumienia ze strony personelu medycznego rodzice czekają na naturalne narodziny.
Jak przeżyć ten czas? Skąd czerpać siłę? Czy przetrwa przyjaźń z najbliższymi przyjaciółmi, którzy w tym samym czasie spodziewają się dziecka? Co to znaczy kochać dziecko, takie jakie jest? A jak jest chore i gdy wiadomo, że umrze? Jak mówić o śmierci dziecka w miejscu pracy, gdy nikt nie oczkuje takich odpowiedzi? Kłamać? czy nie zważając na społeczne tabu i oczekiwania otoczenia mówić prawdę?
Śmierć dziecka wnosi w nasze życie taki ogrom emocji, że nie zawsze potrafimy je nazwać, a jeszcze częściej się z nimi uporać. Tym bardziej, gdy otaczające nas wzorce społeczne niejako zmuszają do zakładania masek i życia tak, jakby nic się nie stało. Historia narodzin małej Cerian, której imię w języku walijskim oznacza “ukochana”, może pomóc w “przerobieniu” własnej straty. Przeżywając z autorką kolejne tygodnie, które mijają od diagnozy, być może na nowo będziemy przeżywać własne życie. Będziemy też razem z nią nazywać to, co jest nienazywalne, i czytać o doświadczeniach, które są nieprzekazywalne. Po książkę warto sięgnąć choćby z tego powodu, że autorka książki jest dojrzałą, mądrą kobietą i z tej mądrości można coś uszczknąć dla siebie i swojego życia.
Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po tę książkę? Można w niej znaleźć przykłady różnych “dobrych praktyk”, o których mówimy od początku prowadzenia naszego serwisu. Zobaczymy tutaj postawę rodziny i przyjaciół, lekarzy i innych osób personelu medycznego, możliwość pożegnania się z dzieckiem czy urodzenie go w warunkach zapewniających godność wszystkim uczestnikom tragedii, a przede wszystkim szacunek dla rodziców, którzy znaleźli się w takiej sytuacji.
Ta książka rzeczywiście opisuje drogę serca. Z każdego słowa wychyla się miłość do nienarodzonego i bardzo chorego dziecka. Miłość, która pozwala przejść przez trudny czas życia “na krawędzi”. Czytając ją uświadamiamy sobie, jak wiele w nas samych miłości do naszych zmarłych dzieci. Choć codzienność sprawia, że trudno nam sięgnąć do dna naszego serca i nią żyć, to w trakcie lektury zobaczysz, jak bardzo miłość do dziecka wywarła wpływ na Twoje życie.
Książka przyda się wszystkim - i rodzicom, którzy sami doświadczają właśnie przegranych narodzin, tym, którzy już przeżyli poronienie i martwy poród jakiś czas temu a także osobom personelu medycznego. Pozwala zobaczyć całą gamę uczuć, z których ktoś, kto nie doświadczył straty dziecka, najczęściej nie zdaje sobie sprawy. Może stać się też dobrym prezentem dla najbliższej rodziny i przyjaciół, której lektura spowoduje, że będzie w nas więcej zrozumienia i empatii dla cierpienia innych.
|
Zawstydzić silnych. Wyzwanie nienarodzonego życia. Sarah Williams Aetos Wydawnictwo Tytuł oryginału: The Shaming of the Strong Przekład: Anna Buczkowska |
![]() |
Monika (wuchowa)
wrzesień 2011
