Niełatwe przeżycie
Już sam tytuł wskazuje, że to o czym chce napisać, nie było łatwe. To prawda. Każdy pogrzeb – jeśli tak można powiedzieć – nie jest łatwy, gdyż na każdym ktoś kogoś żegna. A pożegnania z reguły do łatwych nie należą.
Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale jakoś pod koniec wiosny, więc na początku czerwca miałem pogrzeb dzieci, które zmarły przed narodzeniem. Ponieważ znam parę rodzin, którym zmarły dzieci przed narodzeniem, wiedziałem, że takie pogrzeby są organizowane. Jednakże nie wiedziałem jak taki pogrzeb ma wyglądać. Zapytałem więc starszych kapłanów, jakie modlitwy są przewidziane na taki pogrzeb. Chciałem, żeby od „strony technicznej” – wszystko było dobrze. Po raz pierwszy miałem uczestniczyć i przewodniczyć takiej uroczystości.
Pojawiły się obawy i pytania co powiedzieć? Jak się zachować? Ile będzie ludzi?
Już na miejscu wszystko jakoś prysło. W kaplicy na katafalku stała mała biała trumna – to jakoś mną wstrząsnęło. Nigdy wcześniej nie chowałem dzieci – więc to pewnie dlatego. Ludzie – rodzice, rodziny, znajomi – gdy wszedłem się modlili różańcem. Niektórzy mieli kwiaty – jasne, byli do siebie przytuleni – to rodzice dzieci, mieli łzy w oczach. Nie było wielkiego tłumu. Dowiedziałem się wcześniej, że będzie to pogrzeb szóstki dzieci.
Pogrzeb odbył się w wielkim pokoju i spokoju, idąc do grobu śpiewaliśmy, a przy grobie po modlitwach powiedziałem jeszcze parę słów do zebranych. Mówiłem o tym, że nie zawsze rozumiemy Pana Boga i Jego decyzje, które często dla nas są trudne. O dzieciach, które przed Bogiem modlą się za swoich rodziców, o rodzicach – którzy mają swoich orędowników w niebie i o tym, że my tu na ziemi musimy dalej żyć najpiękniej jak umiemy.
Gdy wracałem od grobu do samochodu rozmawiałem z jedną z mam, która pochowała dziecko. Widziałem jak ważne dla Niej było przeżycie tego pogrzebu. Powiedziała, że jest spokojniejsza i będzie miała gdzie przychodzić do swojego dziecka.
Jestem księdzem dziewiąty rok i bardzo się cieszę, że mogłem przeżyć taką uroczystość, która wlewa nadzieję w serca rodziców, którzy przecież wciąż kochają i bardzo przeżywają, to co się stało. A ja nauczyłem się, że nie warto się bać czegoś niewiadomego, ale warto zaufać, bo przecież Bóg wie najlepiej co, kiedy i Komu trzeba powiedzieć.
ks. Krzysztofpaździernik 2008